7 Obserwatorzy
4 Obserwuję
paulinazajacx

Szczęście każdy nosi w sobie.

"Nie cenilibyśmy radości, gdyby była wiecznotrwała i snuła się nieprzerwanie. "

Kornel Makuszyński - Awantura o Basię

"Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić. "

Antoine de Saint-Exupéry – Mały Książę

"Kiedy się kocha i jest się kochanym, można znieść wszystko. Nawet ból. Nawet cierpienie... -które, nieproszone, zakrada się do naszego życia."

Ślady małych stóp na piasku - Anne-Dauphine Julliand, strona 221

Uwaga Spoiler!

Nigdy nie ufaj.

Siła strachu - Koethi Zan

Dzisiejszej nocy... a może już nad ranem, męczona bezsennością zajęłam się w końcu "Siłą strachu" Koethi Zan.

Zacznę od autorki.
Co o niej wiemy? Ja niewiele.
Jako że mój język angielski jest na poziomie przedszkolaka, niedużo mogę wyciągnąć z informacji jakie zamieszczone są na jej stronie.
Z zawodu prawnik, od kilku lat powiązana z telewizją, teatrem.
W każdym razie, poza wykształceniem i kilkuletnią pracą w zawodzie nie widzę powiązania z tematem, który poruszyła w swojej książce.
Możliwe, że prowadziła takie sprawy.
Możliwe, że była nimi zafascynowana.
Nie wiem. Nie mam takiej wiedzy, mogę tylko gdybać.
Nieważne.

Cieszę się, że mogę w tym miejscu wyrazić czysto subiektywną opinię.
Książka mnie nie porwała.
Inaczej.
Książka mi się nie spodobała.

Dostałam ją od mamy, która pewnego dnia przyniosła tę książkę z biblioteki.
Oczywiście nie miała na nią czasu, więc żeby dowiedzieć się czy warto wygospodarować chwilę na lekturę, przyniosła mi ją z poleceniem "przeczytaj".
Mnie nie trzeba dwa razy mówić. Na książkę zawsze jest dobry czas.

Nie wiem nawet z czego wynika moja niechęć po przeczytaniu tej pozycji.
Prawdopodobnie to przez te zaskakujące i dla mnie dość śmieszne zwroty akcji.

Nie. Nie bawi mnie cierpienie tych dziewczyn.
Najzwyczajniej w świecie (WEDŁUG MNIE) autorka nie miała odpowiedniego przygotowania do napisania takiej książki.

W jednej chwili poznajemy dziewczynę, która przez 10 lat nie była w stanie wystarczająco pozbierać się po tragedii jaka ją spotkała.
A po kilku dniach sama pcha się w ramiona swojego oprawcy.

Sara ma napady paniki, boi się jazdy samochodem, ucieka od bardzo bolesnej przeszłości, nie może pogodzić się ze śmiercią przyjaciółki, chce odnaleźć jej ciało, ale tak bardzo boi się konfrontacji z innymi. Dowiaduje się, że Derber może wyjść na wolność za kilka miesięcy.


Co robi nasza słaba psychicznie bohaterka?

Leci do stanu, do którego miała nigdy nie wracać, by poznać nową żonę swojego oprawcy,
w nocy łazi po klubach BDSM z byłą uczennicą i wspólniczką jej kata,
zaczyna śledztwo wraz z jedną z kobiet, z którą była więziona, a na koniec włamuje się wraz z nią do magazynu, w którym przetrzymywali kobiety, które spotkał los taki, jak ją kilka lat temu.
Ach, jakże niespodziewane było to, że do magazynu, do którego się zakradły w ciemną noc, przyjechał wspólnik ich dręczyciela!
A jeszcze większe zdziwienie było, gdy od rychłej śmierci uratowała je trzecia kobieta, która była z nimi więziona i od 10 lat nie miała z nimi kontaktu. 

Po ratunku jaki do nich przyszedł, już trzy kobiety, postanowiły, że rozwiążą tę sprawę do końca.
I wszystkie ich obietnice odcięcia się od przeszłości szlag trafił, bo?
Bo nasze superostrożne i superdepresyjne panie pojechały prosto do domu w którym spotkał je największy koszmar w ich życiu.
Na pewno każdy drżał ze strachu, gdy drzwi, które były otwarte (bo to takie normalne, że dom kata i mordercy jest otwarty po przeszukaniu przez FBI) zostały zatrzaśnięte po ich wejściu do środka.
I to takie logiczne, że będąc zamknięte w domu oprawcy, należy zejść do piwnicy,
w której spotkało je największe cierpienie. Tak.

I uwaga! Moje ulubione!
Któż zamknął je w tym domu?
Żona dręczyciela.
A kim była żona?
Kobietą, która PODOBNO od 10 lat leży martwa w drewnianej skrzyni.
Tą samą  kobietą, którą Derber rzucił (martwą) na zamkniętą w skrzyni Sarę.
Tą samą kobietą, za którą przez 10 lat Sara płakała, tęskniła i myślała o tym, że została pochowana w nieodpowiedni sposób.
Przyjaciółką, która przecież nie żyje.
 
Żeby było śmieszniej, Żywą-nieżywą żonę pokonała patelnia.

A nasza główna bohaterka Sara, dręczona podłą przeszłością, na sam koniec zauważa, że agent FBI, ma cudownie zielone oczy.
I po 10 latach w końcu łapie mężczyznę za rękę!
TO BĘDZIE WIELKA MIŁOŚĆ.

Przepraszam.
I spieszę z wyjaśnieniami.
Temat, który został poruszony, wymaga pewnego przygotowania.
Trudno opisać w odpowiedni sposób dramat osoby, która przeżyła coś takiego.
Trudno utworzyć portret psychologiczny oprawcy, odpowiednią sylwetkę.
Domyślam się, że autorka w swojej pracy, na sali sądowej, mogła mieć do czynienia z podobnymi sprawami.
Widać, że ma wiedzę, którą niejednokrotnie się wykazała.
Jednak treść była utrzymana raczej w sadomasochistycznym tonie.
Wydaję mi się, że to fascynacja transgresją,  przyczyniła się do powstania tej książki.
Jasno ukazano problem sprowadzenia kobiet do... do dna.
Niewolnictwo, sprzedaż, katowanie, dręczenie, molestowanie, niszczenie, znęcanie, maltretowanie.
Ale i sadomasochizm, zboczenia, fetyszyzm...

To interesujące, ale według mnie to nie jest odpowiedni materiał na thriller.
Myślę, że tragedia, która została przedstawiona, na pewno mogła mieć lub podobna miała miejsce w prawdziwym świecie.
Wtedy była pozbawiona tej fikcji literackiej.
Patrząc na to z tej perspektywy, zadbałabym o to by było to reportażem,
dokumentem, a nie nakręcającą, jeżącą włos na głowie książką, dla żądnych sensacji i strachu czytelników.

Ale to tylko moje zdanie...

Zacznę, bo chcę.


Witam.
Wkradłam się w głąb, a jak dotąd, byłam tu tylko w odwiedzinach.
 
 Lalka Bolesława Prusa, to lektura, którą przeczytać... musiałam.
Jednak, z tych wszystkich "musisz-lektur" ta... Stała się przyjemnością. 

 

Przygodę rozpoczęłam w wigilijny poranek.
Samotnie leżąca 'Lala' czekała i czekała...
Dałam jej szansę i gdzieś pomiędzy barszczykiem a makowcem, znalazłam chwileczkę, by poznać wnętrze, tej obszernej Pani.

Nie spieszyłam się.
Powoli delektowałam się treścią, dając sobie czas na zrozumienie każdego wątku. Dziennie czytałam 50-100 stron, a zajmowało mi to sporo czasu.
Jednak nie żałuję. To dobrze zainwestowany czas.

W powieści poruszonych zostało kilka wątków, lecz nie streszczenie mam zamiar napisać. Nie chcę nawet recenzować.
Jedyne czego chcę, to w końcu uwolnić się od miłości, jaką obdarzyłam Wokulskiego i nienawiści, jaką obudziła we mnie Łęcka.
Zwyczajnie nie ma we mnie miejsca, na takie emocje.
Moje serce, zajęte, nie może przyjąć fikcyjnego bohatera...
Nienawiść jest zła, a rzeczy złe należy eliminować.
Po prostu.

Ach, Wokulski. Jak bliski memu sercu byłeś – Wokulski!
Znosiłam z Tobą każdą porażkę.
Każdy sukces Twój przyjmowałam z szerokim uśmiechem na ustach.
Tylko cóż to się z Tobą Stachu porobiło, żeś Ty w takiej pustej, lotnej, nieuchwytnej...?
Jak mogłeś płacić tak wysoką cenę za tę miłość? Gdzie był Twój rozsądek?
Wokulski, czemu Ty mnie nie słuchasz? Czemu nie odpowiadasz..?

Byłam odrobinę zła gdy na mojej drodze stanął taki, a nie inny wzorzec mężczyzny. Wciąż trudno mi uwierzyć, w taką siłę męskiej miłości.

Za to z większą złością, a może z wściekłością i nie ukrywam – łatwością,
przyjęłam Izabelę.
I… Przykro mi.
W trakcie czytania było mi przykro i jeszcze długo po na pewno będzie mi przykro.
 
Zdaję sobie sprawę z tego, że takich kobiet było, jest i będzie bardzo dużo.
Pustych, ale jednak i sprytnych.
Bo żadna głupia by nie wpadła na to, by znaleźć sobie pana, który będzie czcił, wielbił i utrzymywał.
Tylko co to jest za życie?
Wieczne łechtanie próżności większej od majątku, który podobno jest niezbędny w tej idealnej egzystencji pysznych pań.

Gdyby ten człowiek zamiast sklepu posiadał duże dobra ziemskie – byłby bardzo przystojnym; gdyby urodził się księciem – byłby imponująco pięknym.

Jej solilokwia były chyba najgorszym rozdarciem z jakim kiedykolwiek się spotkałam.
Zastanawiam się tylko...


Nieważne.
Niezależnie od okoliczności... jestem zadowolona, że Lalka zmusiła mnie do pewnych refleksji.

Biada literaturze, która nie budzi namiętności.